Anatomia bezkształtu to wystawa o relacji z przestrzenią. Jest próbą nazwania, czy pokazania
tego, co zazwyczaj umyka nam przy pierwszym zetknięciu z materią, co chowa się
w zakamarkach, jest trudne do nazwania a jednak czujemy to w kościach, oddychamy tym,
łaskocze nas w skórę i nie wiemy dlaczego. Stanowi rodzaj zapisu doświadczania miejsca.
Punktem wyjścia do pracy nad wystawą były dwa słoiki kurzu, które przywiozłam
z Białegostoku w kwietniu 2024. Czekały na mnie długi czas. Zebrane na strychu,
z pomieszczenia, które nie było otwierane od bardzo dawna. Były ucieleśnieniem przemiany
kształtu w bezkształt. Pamiętania w zapomnienie.
Kurz przybrał kształt naczyń, w których był przechowywany: „majonezu napoleońskiego”
i „sosu w stylu indyjskim”. Słoiki wytraciły swoje pierwotne funkcje. Trudno wyobrazić sobie
potrawę z kurzu, z drugiej zaś strony, myśląc o tym, czuję jak zaczynam się krztusić jej
składnikami: kawałkami papieru, grudkami glino-piasku, słomą, pyłem, zbrylonym piachem,
trudnymi do odczytania wyrazami w nieznanym mi języku. Kurz ze słoików nie jest tu
romantycznymi, połyskującymi w świetle drobinkami pyłu. Wręcz przeciwnie: jest ciężki,
materialny, bezkształtny. Odkręcam pokrywki i wącham ich zawartość. Zapach nie przypomina
niczego, co znam. Próbuję raz jeszcze. Tym razem wyobrażam sobie dawno nie otwieraną
szafę. Zapach jest organiczny. Trochę jak piasek pomieszany z deszczem. Coś suchego
z wilgotnym. Szukam dla niego kształtu. Uprzestrzenniam go w myślach. Schodzę na dno słoika
aby dokopać się do początku. Może jest ich kilka, tych początków. Kilka linii spotykających się
w jednym punkcie tylko po to, aby za chwilę rozproszyć się i odejść w innym kierunku.
Magdalena Franczak
Kuratorka: Katarzyna Siwerska
fot. Kamila Dąbrowska





