Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INSTALLATION. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INSTALLATION. Pokaż wszystkie posty

Reading the Building/ Cieszyn/2024

 






Czytanie jest procesem. Gdybym mogła umieścić go w przestrzeni, przybrałby formę podróży wielokierunkowej, której trasa zależałaby od treści. Treści książki ale też tych treści, które przechowujemy w sobie, i które zderzają się w momencie czytania. 

Można przypuszczać, że książki performują nasze myśli, są medium przywołującym stłumione głosy. Możemy prowadzić z nimi dialog. Drugim porównaniem jakie przychodzi mi do głowy  jest pływanie, które też ma formę procesu, przebiegającego do momentu zmęczenia. Balustrada w pustej przestrzeni dawnej Księgarni Piastowskiej przypomina rzekę oplatającą wnętrze. 

Drewniane rytmy są jak duchy książek, których już tam nie ma. 

Zanurzam się w przestrzeni. 

Kable po oświetleniu zwisają bezradnie. 

Wyobrażam sobie delikatne, stożkowe ciężarki, które mogłyby być do nich doczepione. Wówczas kable, które utraciły swoją dawną funkcję stają się biżuterią miejsca. Kieruję kroki wzdłuż wyobrażonych linii. Czasem zaginają się I wtedy czubkami palców dotykam momentu, kiedy miejsce to wypełnione było książkami I ludźmi. Tysiące opowieści zamkniętych w kompaktowej formie, w sam raz, aby spakować ją i  zabrać ze sobą. 


***dziękuję za wsparcie i opiekę kuratorską Natalii Kałuży a także Joannie Wowrzeczce i Ani Plucie ze Świetlicy Krytyki Politycznej Na Granicy w Cieszynie, dzięki którym ta realizacja była możliwa.








Scalanie zaczątków/Centrum światów jest tutaj/Przemyśl/2024


 

Rzeźba kinetyczna w dialogu z zastaną przestrzenią, naskórek miasta

Doświadczanie miasta przez dotyk. Dotykanie jego skorodowanej, chropowatej, pełnej nierówności skóry. Zbieranie kurzu osadzającego się na opuszkach palców. Przemieszczanie się. Spacer na Mysią 5, gdzie urodziła się Esther Bick- Przemyślanka, psychoanalityczka, autorka koncepcji „drugiej skóry”. Myślę o skórze miasta, z którym miała kontakt w pierwszych latach swojego życia. Ta myśl może mnie z nią połączyć, pomóc w osadzeniu jej w przestrzeni Przemyśla. Zeskrobuję paznokciem naskórek budynków, odnajdując wrażliwe punkty. Ochraniam je w myślach budując niewidzialne konstrukcje. Cienkie, lekko przezroczyste membrany miasta, które rezonują z moim dotykiem. Poddając się dotykowi upamiętniam rozproszone zaczątki, które scalają się na moich dłoniach.

* Praca jest wynikiem procesu współmyślenia z Katarzyną Stasiuk, Jadwigą Sawicką i Lilą Kalinowską.


ZWICHNIĘTY CZAS/TIME OUT OF JOINT/MUZEUM SZTUKI W ŁODZI/2022

więcej/more: 













Schrony dla niewypowiedzianych słów / Shelters for Unspoken Words, 2022 

 Sąsiadka z dołu zmarła rok temu. Dziś słychać stuki z jej mieszkania, ktoś dobrał się do meblościanki, wynosi płyta po płycie, udając, że to nie było w jednym kawałku. Wspomnienie obudowane okleiną poziomą, trochę jakby zasłony marszczyły się na płasko. Rysunek słojów/zasłon zakręca czasem w wiry z połyskiem. Udało mi się wziąć kilka takich płyt – zdekompletowanych wspomnień sąsiadki. Jej wspomnienia, urywane przez Alzheimera, łączyły się w nieoczekiwane kolaże. Czekała na mnie kiedyś. Może na mnie, a może po prostu na kogoś. Stała w upalny, letni wieczór, trzymając się poręczy, z rozpuszczonymi długimi, szarymi włosami odmierzającymi jej czas. Ubrana w welurową, czerwoną podomkę patrzyła. Chciała, żebym jej pomogła przebrnąć przez informacje w dokumentach, które ściskała w dłoni. Ja czułam to zbyt duże zaufanie z jej strony, przecież się nie znamy, przecież przed momentem zapytała, czy tu mieszkam. Mieszkam. Zaledwie od kilku miesięcy. Poza tym pandemia, nie chciałam jej narażać, nie chciałam się spóźnić na koncert. Kolejna okazja spotkania już się nie nadarzyła. Nie rozmawiałyśmy więcej, pomimo jej zapewnień, że mogę pukać o każdej porze dnia i nocy. Nie miałam odwagi nacisnąć dzwonka, mimo że byłam ciekawa kolejnego spotkania. Mieszkanie stało puste przez rok. Bez sąsiadki. Wypełnione jej rzeczami i wspomnieniami wynoszonymi teraz kawałek po kawałku. Dźwięk niosący się po klatce schodowej wystukuje rytmicznie nigdy nieodbytą rozmowę. 

 My downstairs neighbor died a year ago. Today, there are noises coming from her flat, someone is removing the wall unit, taking it away panel by panel as though it had never been a single piece of furniture. A memory clad in horizontal veneer, rather like flat folds on a curtain. The growth rings take an occasional glossy whirl. I have managed to get several of those panels – bits and pieces of my neighbour’s memories. Torn to pieces by Alzheimer, her recollections merged to form surprising collages. She waited for me once. For me or, perhaps, for anyone. One summer evening, she was standing there, leaning against the handrail, with her long grey hair – the measure of her time – down. With a red velour housecoat on, she just stood there and looked. She needed me to help her with some documents she was clutching in her hand. I felt her trust in me was kind of blind, we did not know each other; after all, she started by asking if I lived there. I did. For a couple of months. I thought it would not be right to put her at risk during the pandemic, I did not want to come late to a gig. We never met again. We never spoke again, even though she had made it clear I could call on her whenever I wanted. I did not pluck up enough courage to ring her doorbell, curious as I was about meeting her again. The flat remained empty for one year. Without my neighbor. Full of her belongings and memories which are now being taken away, piece by piece. The noise resounding through the staircase taps out the rhythm of the conversation we never had.

ARTYKUŁY DO PORZĄDKOWANIA PRZESTRZENI (WYSTAWA "ART. DEKORACYJNE)/GALERIA BIAŁA/LUBLIN/2022

 








Kiedy latem 2021 przechodziłam przez targowisko przy ul. Wileńskiej w Lublinie, popołudniowo- wieczorne słońce przemykało się bokiem oświetlając opustoszała architekturę sprzedaży. Nagie stoiska wygrzewały się w ciepłym, sierpniowym słońcu. Pejzaż dźwiękowy wypełniał rytmiczny dźwięk zamiatania. Dwie kobiety, starsza i młodsza, wykonywały swoją pracę w duecie, niemal synchronicznie. Narzędzia, którymi się posługiwały, miały fryzury z liściastych, młodych gałęzi brzozy. Widok ten był niezwykły, trochę jak drzewa do góry nogami albo tajemnicze przedmioty rytualne do odpędzania złych mocy. Z każdym ruchem, z każdym strzepniętym kurzem lub niesprzedanym liściem sałaty, znikały nieudane transakcje i wystane w bezruchu godziny. Wyłaniała się za to pusta przestrzeń, gotowa na kolejny dzień handlu.

Widok kobiet i przedmiotów do zamiatania był niezwykły i na długo pozostał w mojej pamięci. Rysowałam różne wersje tych przedmiotów, wyłapywałam z rzeczywistości podobne obrazy. Ludzie oraz wprawiane przez nich w ruch ciche narzędzia stały się moją obsesją. Dzięki temu, część obrazów była dość zaskakująca i mało praktyczna a jednak pojawiała się przed moimi oczami w czasie rzeczywistym. Takim obrazem byli  osiedlowi pracownicy zieleni paradujący w środku białej  zimy z grabiami przerzuconymi przez ramię. Długo się zastanawiałam, jakiej transformacji uległ ten przedmiot do grabienia liści. Zgromadziłam niewielkie archiwum takich wspomnień i wyłonił się z nich ceramiczno-fotograficzny pejzaż. Duet narzędzi z opustoszałą przestrzenią. Przestrzeń i narzędzia bez człowieka.                                                   

                                                                                                                    Magdalena Franczak

Ruiny niechcianych wspomnień/public area/Lublin 2021

 Przestrzeń opuszczonego banku nosi w sobie wspomnienia ludzi, którzy tam pracowali.

Poruszali się w różnych kierunkach, w codziennej choreografii pomagały im meble i przedmioty.

Szafki, biurka, obrotowe krzesła. Pochylali się, wyciągając z szuflad segregatory.

Pożyczki, oszczędności, marzenia, podróże.

W opuszczonych domach przykrywa się rzeczy białymi tkaninami, żeby się nie kurzyły.

Funkcjonalne meble przybierają kształty duchów. Pękatych, zgarbionych, w półkroku.

A jeśli przedmioty się dematerializują, to czym jest pozostający po nich kształt?









Walking notes/Notatki ze spaceru/Virtual Canvas/Krupa Gallery/ 2021


Recalling the slow pace of a walk – aimless wandering, deliberate, paying attention to the surroundings. Acute senses are ready for exploration. The new is slowly coming into sight, step by step. It is hidden between tree branches, in the bends of rocks, on a well-trodden path.

A walk to the river.
A walk to the studio.
A walk as a journey.

Walking frees your thoughts.

It put us in sync with nature.
Concentration ensues – on image, sound, movement.
Walking on a well-trodden path – while being aware of following in someone’s footsteps.
Discovering chronological layers.
Making your way through bushes and thickets.
Roaming freely, getting lost.

“Walking is a matter of reality” (Frederic Gros, “A Philosophy of Walking”)

***

Taking steps rhythmically moves us forward, the landscape changes slowly. Tree after tree, footstep after footstep. Sometimes the destination doesn’t matter. Travelling is about gaining knowledge. The slower the better. The more details you remember, the richer your collection of memories. We look at a sight and each time we notice a new detail, we close our eyes and the sound takes us to a different place. It is possible to recall pictures and sounds an infinite number of times, thinking about them both separately and together.

The project by Magda and Ludomir Franczak is the result of longing for free movement. Its structure is similar to that of a walk: the work changes over time and its constituent parts gradually emerge. Using sound and image, the artists invite the viewer to follow the successive stages of the journey and observe the changes that take place in the (virtual) landscape.


Margines błędu/Margin of error/Galeria Sztuki Wozownia/Toruń/04.12.2020-17.01.2021














Punkt wyjścia dla „Marginesu błędu” stanowi sytuacja, której artystka była świadkiem w czasie szkolnego koncertu fortepianowego. W trakcie występu – jak wspomina Franczak – „dziewczynka pomyliła się podczas gry na fortepianie, cofnęła się o kilka taktów, po czym znowu pomyliła się w tym samym miejscu. Widownia wstrzymała oddech, napięcie było ogromne. Dziewczynka powtarzała sekwencję jeszcze kilka razy i dopiero, kiedy przekroczyła linię błędu, wszyscy odetchnęli z ulgą. Zafascynowało mnie to jakie napięcie i dyskomfort wśród publiczności wywołała ta sytuacja i zaczęłam się zastanawiać nad innymi, podobnymi sytuacjami w życiu”.

Wystawa próbuje rozpoznać ten stan, pokazać jego różne strony, a także skłonić do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę kryje się za możliwością popełniania błędów i igrania z obowiązującymi normami. Magdę Franczak – jak sama podkreśla – frapują „kształty, które nie są idealne, wynaturzają się w swojej nieidealności aż do mało rozpoznawalnej formy”. „Margines błędu” jest też – jak mówi – przestrzenią niczyją, w której możemy pozwolić sobie na „rozciąganie rzeczywistości”. Wystawa proponuje namysł nad możliwością eksperymentu, tak istotnego w praktyce artystycznej; eksperymentu, który może być nie tylko weryfikowaniem i badaniem nowych interakcji, wydarzeń i przedmiotów, ale też przestrzenią schronienia, bezpiecznego eksplorowania sytuacji groźnych i irytujących. Ważnym jej elementem jest też zwrócenie uwagi na sam proces twórczy, na ukazanie działania artystycznego jako zdarzającego się w kontakcie z innymi osobami, uzależnionego od kontekstu, w którym się wykluwa i którym nasiąka w miarę swojego trwania. Proces twórczy jest dla artystki częścią współdziałania z innymi osobami, dlatego na wystawie zachęca ona odbiorców do włączenia się w tworzenie wielowątkowej rzeźby pt. „Archiwum błędu”. Oprócz tej pracy w przestrzeni Wozowni zobaczymy też rysunki, obiekty i fotografie. Wiele z nich inspirowanych jest otwartą formą (rozumianą po Hansenowsku) i ideą dialogiczności, stale podsycaną przez Franczak w jej działaniach z pogranicza sztuki i działań społecznych, angażujących różne społeczności.

 „Margines błędu” zaprasza do dyskusji wokół rozmaitych form błądzenia, które wcale nie musi być porażką. Może być za to okazją do uważnego przyglądania się zjawiskom o charakterze jednostkowym i społecznym i do współodczuwania emocji, które tężeją w trakcie spotkań z innymi. „Margines błędu” staje się również zachętą do wnikliwej obserwacji relacji między przedmiotami, nie zawsze idealnymi, środowiskiem, w którym funkcjonują – i osobami, które oddziałują na ich status, przeznaczenie i formę.  

                                                                                                                                           Karolina Sikorska